Wiatrowo to wieś położona 7 km za Wągrowcem ( jadąc z Torunia ) i 46 km
przed Poznaniem. Do Ośrodka Hipoterapii i Rehabilitacji dla Dzieci Niepełnosprawnych
'Maryniec' przyjechaliśmy koło południa. Dostaliśmy klucze do dwuosobowego
pokoju, wypakowaliśmy swoje rzeczy i jeszcze przed obiadem razem z tatą,
który nas tylko przywiózł zwiedziliśmy Ośrodek. Mieści się on w pałacyku
położonym w starym parku.

Jest ujeżdżalnia, skromny plac zabaw, miejsce na grilowanie i ognisko,
staw. W parku można znależć drzewa-pomniki przyrody Po obiedzie spotkaliśmy
się z wszystkimi rehabilitantami Ośrodka i lekarzem na indywidualnej rozmowie,
która dotyczyła dziecka, jego stanu zdrowia, umiejętności, wymagań. Po
tym spotkaniu pożegnaliśmy się z tatą i wróciliśmy do pokoju, by
się rozpakować.
Początek naszego pobytu był pechowy, ja przyjechałam z 39-stopniową gorączką,
a drugiego wieczoru Antoś przestał oddychać. Dyżurna rehabilitant-ka wezwała
pogotowie. Wszystko dobrze się skończyło, ale niestety 4 dni zmuszeni byliśmy
spędzić w wągrowieckim szpitalu. Odwiedzały nas dziewczyny pracujące w
Wiatrowie, przywiozły rzeczy z Ośrodka i zorganizowały powrotny transport.

Znów byliśmy w Wiatrowie i dopiero teraz w pełni mogłam docenić
nasz pobyt w Ośrodku. Każdego dnia Antoś po śniadaniu przez pół godzinyćwiczył
na koniu. Później miał ćwiczenia ruchowe na przez 45 min., masaż. Co drugi
dzień zamiennie chodziliśmy
do logopedy
lub do Koreańczyków, którzy stosowali medycynę naturalną. Muszę przyznać,
że spotkałam się po raz pierwszy na żywo z tego rodzaju terapią. Antoś
miał przez nich robiony masaż i stawiane bańki. Tak go to rozluźniało,
że przeważnie zasypiał.

W Wiatrowie dzieci mają też hydroterapię, magnetostymulację i terapię ręki,
jednak na tym turnusie Antek z tego nie korzystał. Te indywidualne zajęcia
odbywały się do południa.

Po obiedzie dzieci spotykały się na wspólnej już zabawie. Codziennie było
to coś innego: wszelkiego rodzaju zajęcia plastyczne ( malowanie, wyklejanie
lub lepienie z plasteliny, układanie kompozycji z nasion itp.), zabawy
według Weroniki Sherborne, a nawet bal przebierańców. Wieczorem, gdy dzieci
poszły spać z dobrodziejstw Ośrodka mogli korzystać rodzice.Spotykali się
przy bufecie, by porozmawiać na poważne tematy, jak i na całkiem niepoważne.

Antosiowi bardzo podobało się Wiatrowie. Po powrocie mówił nawet, że on
mieszka trochę w Toruniu, a trochę w Wiatrowie. Miał możliwość zabawy z
innymi dziećmi-ciągle pytał się, kiedy pójdziemy na dużą salę bawić się
z dziećmi ulubioną piłką. Dla mnie był to czas odpoczynku. Po raz pierwszy
od choroby Antosia odpoczęłam psychicznie. Nie czułam tego wewnętrznegoprzymusu
poświęcania każdej wolnej chwili na ćwiczenie z Antkiem. Mogłam bezkarnie
nic nie robić i nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Dziecko było
rehabilitowane na różne sposoby, dużo przebywało na świeżym powietrzu.
Wszystko w ośrodku jest pomyślane tak, by dzieciom i rodzicom było dobrze.
Jedzenie jest dobre, na śniadanie i kolację zawsze szwedzki stół. Nie ma
problemu ze sprzątaniem, bo ogólnie dostępny jest odkurzacz. Można też
zrobić pranie w pralce, a pranie suszyć na linkach na dworze lub w suszarni.

Czas szybko płynął i nadszedł dzień wyjazdu, żal było opuszczać to miejsce.
Obiecaliśmy sobie i innym, że jeszcze przyjedziemy i spotkamy się w Wiatrowie.
Obietnicy dotrzymaliśmy i na drugi turnus Antoś pojechał już jesienią,
tym razem z tatą i rzeczywiście spotkali starych znajomych. W tym roku
też jesteśmy umówieni na kolejne turnusy. Nie pozostaje nic innego, jak
szukać sponsorów tej atrakcyjnej i jednocześnie
kosztownej formy
rehabilitacji. Jednak najważniejsze jest to, że warto, bo oprócz przyjemnych
wspomnień, zdjęć w albumie i kasety wideo z nagranymi ćwiczeniami na sali
i ujeżdżalni, po każdym turnusie Antoś wróca z nowymi umiejętnościami.
 |
Całkowity
koszt turnusu dla dziecka wraz z opiekunem wynosi 2 500 zł.
Prosimy
o wsparcie dalszej rehabilitacji Antka
konto:
"dla
Antoniego Makowskiego"
|